India Business Trip

13.11.2014

Kiedy dostajesz propozycję służbowego wyjazdu do Indii nie zastanawiasz się dwa razy. Zastanawiasz się cztery razy. Zwłaszcza gdy w głowie pobrzmiewa  zasłyszane zdanie : „nie warto lecieć do Indii na pierwszą wycieczkę azjatycką, można się bardzo zrazić”. No i przede wszystkim w pracy trzeba tam szkolić hindusów, a każdy kto miał do czynienia z tą jakże pocieszną nacją, wie że może to być zadanie ponad europejską cierpliwość.  Z drugiej strony, kiedyś trafić tam trzeba, więc  lepiej niech zapłaci za to kto inny.

Indie

Flaga Indii

Pomińmy załatwianie wszystkiego na wariata, jak to zazwyczaj bywa w przypadku naszych  tzw. Business Tripów, które sprawiło że udało się nam (w sumie szóstka, miała być siódemka, Gębol tęsknimy) zaszczepić tylko na część zalecanych chorób, i to też tylko częściowo, bo powtórki to możemy sobie zrobić jak już wrócimy do Polandii.

Wizy dostaliśmy w czwartek, Approvale skończyliśmy klepać w piątek, poniedziałek wolne, wtorek 11.11 święto rozpierduchy na mieście, a w środę  lot przez Dubaj.
Podróż odbyła się bez większych niespodzianek, może poza konstatacją iż dla Dubajczyków wyglądam na terrorystę/szmuglera narkotyków, gdyż pierwszy raz w życiu zdażyła mi się taka wnikliwa kontrola. Uprzejmy pan tuż przed wyjściem poprosił paszport, wziął mnie na bok i przetrzepał  plecak do tego stopnia, że wyciągał zwitku kurzu na palcu, obwąchiwał je i zastanawiał się czy nie są narkotykami. Ale oczywiście  ‘this is airport, don’t worry, it’s a typical process’. Szkoda że tylko ja z naszej szóstki byłem taki typowy. Dobrze że nie musiałem kucnąć i kaszlnąć.

lotnisko

Lotnisko

Mniejsza o większość, po ponad dobie nie przespanej o godzinie 9.00 dotarliśmy na lotnisko docelowe w New Delhi. W oczy rzucił się  wyściełający całą podłogę dywan. Poczułem się jakby ktoś powiększył taki przytulny babciny pokój.

Gorzej że po podróży ze zmęczenia wszystko widziałem jak przez mgłę. Jeszcze gorzej gdy okazało się że to nie zmęczenie a wszech ogarniający pył. Wszech ogarniający. W hallu lotniska, w korytarzach i na zewnątrz. No właśnie, na zewnątrz. Każdy kto wybiera się do Indii słyszy że tam jest bród, smród i ubóstwo, więc może się na nie, jako tako, mentalnie przygotować.  Tyle że z rzeczywistością ma to tyle wspólnego co nauka ars amandii za pomocą czytania podręcznika. Rzeczywistość zaskakuje.

Gdy wyszliśmy z ‘zamglonego’ lotniska na zewnątrz uderzył w nasze nozdrza lokalny, z braku lepszego określenia, ‘klimat’. Duszny, ciężki, słodkawo – mdławo-świdrujący zapach wdzierający się w nozdrza z zaciekłością godną huraganu Katrina. Jeszcze więcej pyłu, i tłumy ludzi. Już przy taksówce, ktoś dziarsko chwycił nasze bagaże i zapakował je do pojazdów, następnie bez krępacji ze świdrującym wzrokiem wyciąga rękę i mówi ‘tip’ . Gdy grzecznie powiedziałem iż nie zaposiadam drobnych, pan rozbrająjąco zaczął mówić ‘can be dollars’, i wyciągnął zwitek zielonych z  kieszeni, żeby zademonstrować. Uciekłem do samochodu zanim zdążył zrobić cokolwiek innego. Ruszyliśmy dziarsko w kierunku Noida Sector 18, Mosaic Hotel, a podczas podróży oczy me otwierały się coraz szerzej,  ze szczerego zdziwienia otaczającą mnie azjatycką rzeczywistością.

Zacznijmy od jazdy samochodem. Oczywiście że słyszałem że tam jest hardkor, ale znowu, słyszeć a przeżyć . Linie oddzielające pasy jezdni, są rzadko, a jak są to i tak są tylko zbyteczną ozdobą. Każdy jedzie jak mu się żywnie podoba, wyprzedza z dowolnej strony, kierunkowskazy są włączane raz na dziesięć skrętów, a do komunikacji wszystkiego służy klakson. Jeżeli dorzucimy do tego ruch lewostronny, to dla przeciętnego człowieka, ten spektakl drogowy będzie prawdziwym danse macabre, zwłaszcza że jesteś w samochodzie i zaczynasz się obawiać czy gdziekolwiek dojedziesz. Cały. Taksówkarz parę razy ledwo minął się z innymi pojazdami, skręcił w ostatniej chwili lądując prawie na barierkach, generalnie adrenalina i siwe włosy. Może być gorzej, na przykład gdy jesteś pieszym. Gdyż albowiem, ciężko tam o chodniki (praca w budowie, sądząc po rozmachu i zapale, pewnie na długie dekady)

chodniki

Chodniki

, piesi aktywnie uczestniczą w ruchu samochodowym, mijając, przechodząc przez jezdnie w dowolnym momencie, idąc dowolnym pasem, generalnie bez zachowania jakichkolwiek zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku. Ale ciężko im się dziwić, bo wyjścia innego nie ma, a przechodzenie na ‘przejściach dla pieszych’ nie różni  się absolutnie niczym, od przechodzenia gdziekolwiek – kierowcy i tak i tak mają cie w dupie, i trąbią. Ciągle. Zawsze. Nawet teraz gdy to piszę w hotelowym pokoju słyszę ciągłe trąbienie.

Ale zanim dojechaliśmy do hotelu, mogliśmy zobaczyć co to jest bieda. Prawdziwa bieda. Nie taka w stylu ‘nie stać mnie na nowe ciuchy od dłuższego czasu, i mam stary samochód’.

20141113_110607

Zabudowa typowa

Bieda w stylu ‘mieszkamy w namiotach przy ulicy, żywimy się tym co znajdziemy/wyżebrzemy, i w sumie to jesteśmy na granicy wyczerpania’.

Wszędzie, po drodze niezależnie od lokalizacji można było dostrzec takie obrazki. To naprawdę otwiera oczy, i sprawia że, cytując pozostawioną w kraju niewiastę, ‘docenisz ten los na loterii, jakim było urodzić się białym człowiekiem w Polsce’. Doceniam. A jeszcze nie dojechaliśmy nawet do Hotelu.

Widok typowy

Namioty mieszkalne

Noida dystrykt 18, Mosaic Hotel, okazał się niedużym, sześciopiętrowym przybytkiem, wciśniętym między większy wieżowiec, a okoliczne budynki. Tuż przy wejściu do metra, w samym środku jednego z głównych centrów handlowych, tej pod nowo delijskiej małej 600 tysięcznej miejscowości.

mosaic hotel

Mosaic Hotel, widok z metra

Pomijając intensywny zapach odświeżacza w holu, delikatną wilgoć pokoju, hotelik jest raczej znośny. W końcu ma cztery gwiazdki (trip advisora ;p).
Po krótkiej drzemce, wyruszyliśmy we dwóch z Krzyśkiem w poszukiwaniu sklepu spożywczego, celem nabycia jedzenia i picia.
Chaos panuje wszędzie dookoła, ludzie, riksze, samochody i tuk-tuki, zmierzają bezustannym ciągiem w każdym możliwym kierunku.

Pierwsze przejście przez duże skrzyżowanie, jest emocjonującym doznaniem, przyprawiającym o solidne palpitacje. Dookoła stragany i sklepy z żywnością, ciuchami i elektroniką,

Samsung byłby dumny

Samsung byłby dumny

warsztaty samochodowe i wszystko co przyjdzie do głowy. Oczywiście bez chodników i z wszech ogarniającym brudem i smrodem, dziurami i prowizorycznymi kładkami nad kanalikami, które robią za śmietniki i rynsztok.

Święte Krowy

Święte Krowy 🙂

Budowa

Plac budowy, widok typowy

W gigantycznym, acz dość obskurnym centrum handlowym (TGP), do którego żeby wejść trzeba przejść przez wykrywacz metalu i małą kontrolę, znaleźliśmy wszystko oprócz alkoholu. Był nawet pan który wciskał przyciski w windzie.

Centrum Handlowe

The Great India Place

Przeszliśmy okolicę hotelową wzdłuż i wszerz, aby ostatecznie odnaleźć mały, zapyziały, sklepo-bar (sklep w założeniu, obskurny bar z wyglądu) w którym alkohol jest w lodówkach, a panowie za wysokimi ladami prowadzą szemraną sprzedaż. Gdy radośnie poprosiłem dwa piwa, nie usłyszawszy dobrze ceny, dałem panu 100 rupii, a on wyciągnął mi kalkulator i pokazał niewyraźnie wymawianą cenę : 450 rupii. Jakieś 25 zł. Za dwa piwa. W sklepie. Jedynym w okolicy. Szybko wyrwałem moje 100 rupii z ręki osłupiałego pana, i oddaliliśmy się nie rozumiejąc co właściwie zaszło.
Po głębszych poszukiwaniach internetów, okazuje się że w Indiach panuje co najmniej mentalna prohibicja na alkohol, sklepów jest mało, są poukrywane wstydliwie w dziwnych miejscach, a alkohol to towar wręcz luksusowy. Nie dziwota że taksówkarz proponował ‘indian cloud’.

Pokonani przez system rozeszliśmy się do pokojów. W ramach obiadu, i stopniowego przyzwyczajenia flory bakteryjnej jelit do lokalnego pożywienia, zjadłem trochę pringelsów i udałem się na zasłużony odpoczynek.  Jutro do pracy, rodacy.

Reklamy

3 komentarze do “India Business Trip

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s